Jacek Skubis

: Function ereg() is deprecated in /var/www/clients/client3/web5/web/modules/paging/paging.module on line 106.

„Zacząłem pracować w Polskim Związku Judo w 1970 roku, początkowo na stanowisku kierownika biura, a wkrótce potem kierownika wyszkolenia. Przez 10 lat, a więc do „igrzysk olimpijskich” w Moskwie, tworzyliśmy z trenerem kadry seniorów Waldkiem Sikorskim i juniorów Markiem Rzepkiewiczem silny, monolityczny dział szkolenia Związku. Igrzyska olimpijskie w Moskwie ująłem w cudzysłów, ponieważ były to zawody zbojkotowane przez Stany Zjednoczone, Japonię i szereg innych krajów z „obozu kapitalistycznego”. Uczestniczyłem w zgrupowaniach kadr narodowych seniorówi juniorów w Polsce i Japonii. Obserwowałem pracę Hiromiego Tomity i innych trenerów. Prowadziliśmy w gronie szkoleniowym burzliwe, zawsze merytoryczne dyskusje. Byliśmy głodni wiedzy. Pisaliśmy artykuły i prowadziliśmy obserwacje. Nie tylko trenerzy PZ Judo. Również trenerzy klubowi: Czesiek Łaksa, Staszek Siewior, Adam Wojno i inni. Możliwości techniczne były nieporównywalnie mniejsze niż obecnie. Gdy Rysiek Zieniawa przywiózł z Japonii kalkulator wielofunkcyjny, mówiono, że przywiózł „komputerek”. Po roku 1980 powstała Komisja do spraw Kobiet, którą kierował Roman Kwaterski. Będąc kierownikiem wyszkolenia Związku, włączyłem się do pracy i przeprowadziłem dwie konsultacje. Następnie został rozegrany I Ogólnopolski Turniej Kobiet w Poznaniu, po którym wyłoniono kadrę, typując zawodniczki na turnieje w Czechosłowacji i Bułgarii. Do pracy w Komisji zaprosiłem również ludzi z zewnątrz, m.in. Lidkę Kobylecką pracującą wówczas w GKKFiS. Na Kongresie 1981 wybrano nowego prezesa. Został nim Marian Figura, a mnie złożono propozycję, żebym dalej pracował jako kierownik wyszkolenia lub trener kadry narodowej kobiet. Wybrałem to drugie stanowisko i… zmniejszono mi pobory. Urząd Kultury Fizycznej nakazał jednak Związkowi przywrócenie mi poprzedniego wynagrodzenia. Postanowiłem od samego początku współpracować blisko z trenerami klubowymi, i to się udało. Mieliśmy w Związku wypracowane wzorce i dziesięcioletnie doświadczenie, które zaczęło procentować. Udało się wszystkie działania podporządkować jednemu celowi – wynikowi sportowemu. Pierwszymi zawodami mistrzowskimi były Mistrzostwa Świata w Wiedniu w 1984 r. Pojechały dwie zawodniczki: Bogusia Olechnowicz, która przegrała w eliminacjach z późniejszą mistrzynią świata, i Joasia Majdan, która zdobyła brązowy medal. Zbierałem liczne pochwały za jej perfekcyjną seoi nage. Był to niezły początek, ponieważ już w następnym roku w Mistrzostwach Europy w Landskoronie w Szwecji zdobyliśmy cztery medale: złoty – Bogusia Olechnowicz , brązowe: Ania Chodakowska, Marysia Gontowicz i Beata „Kruszyna” Maksymow w open. Następne Mistrzostwa Europy w Londynie. Rok 1986. „Kruszyna” Maksymow zdobywa złoto, a Joasia Majdan i Marysia Gontowicz medale brązowe. W tym samym roku Marysia Gontowicz przegrywa w finale Mistrzostw Świata w Maastricht i zdobywa „tylko” srebrny medal. Za dwa lata judo kobiece zostanie włączone do programu igrzysk olimpijskich. Na początek w Seulu, jako dyscyplina pokazowa, ale w następnych igrzyskach już pełnoprawna. Kolejne Mistrzostwa Europy w Paryżu i mamy komplet medali: złoty – Bogusia Olechnowicz, srebrny – Ania Chodakowska, brązowe – Marysia Gontowicz, Jola Adamczyk i Stefka Drzewiecka. W tym samym roku Mistrzostwa Świata w Essen. Brązowy medal Bogusi Olechnowicz cieszy, ale apetyty po mistrzostwach Europy mieliśmy większe. Za seniorkami podąża grupa zdolnej młodzieży. W Wiedniu w 1988 r. jeden dzień należał tylko do Polski. Rozgrywano trzy kategorie wagowe i trzy razy grano Mazurka Dąbrowskiego: dla Bożenki Strzałkowskiej, Joasi Urbańskiej i Moniki Smoleń. Nie muszę dodawać, jaka to satysfakcja. Mistrzostwa Europy seniorek w Pampelunie i ponownie medale, tym razem brązowe „Kruszyny” i Joasi Majdan. W tym samym roku w Igrzyskach Olimpijskich Seulu Bogusia Olechnowicz była o krok od finału, przegrywając decyzją sędziów z Amerykanką – zdobyła brązowy medal. Rok później w Mistrzostwach Europy 1989 w Helsinkach pięć medali: dwa srebrne Marysi Gontowicz i Beatki Maksymow w open oraz trzy brązowe: ponownie Beatki Maksymow, tym razem w kategorii ciężkiej, oraz Joasi Majdan i Małgosi Roszkowskiej. Kilka miesięcy później Beata Maksymow zdobyła brązowy medal w Mistrzostwach Świata w Belgradzie. Byliśmy zmęczeni – zawodniczki mną, a ja nimi. Postanowiłem odpocząć, tym bardziej że nagromadziło mi się pół roku urlopu. Prezes Marek Pintara, Rada Trenerów i Urząd Kultury Fizycznej zgodzili się na mój urlop. Wyznaczyłem na zastępstwo trenera Jurka Dodziana i wyjechałem do Stanów Zjednoczonych. Wróciłem, ku zdziwieniu wielu osób, w wyznaczonym terminie i... okazało się, że przez nowego prezesa Kazimierza Jaremczaka zostałem zwolniony z pracy, a nowym trenerem kadry jest... Jurek Dodzian, o czym poinformował mnie mój przyjaciel, sekretarz generalny PZ Judo Mietek Bigoszewski. Ograniczono mi pobory, nie otrzymałem przysługującej nagrody na koniec roku i na nieco ponad rok przed Igrzyskami Olimpijskimi w Barcelonie zostałem bez pracy. Nie dane mi było pojechać na olimpiadę. Pojechał Jurek Dodzian z medalistkami mistrzostw Europy i świata i wrócił «na tarczy». Do pracy w Związku powróciłem po Igrzyskach Olimpijskich w Atlancie, na stanowisko kierownika wyszkolenia. Zastałem «krajobraz po bitwie». Judo kobiece w rozsypce; trenerzy klubowi prowadzą własną politykę, a trener kadry nie jest w stanie narzucić własnej koncepcji. Zdecydowałem się na czasową decentralizację szkolenia, pozostawiając tylko jedno zgrupowanie w BPS-ie przed Mistrzostwami Europy we Wrocławiu. Zarząd PZ Judo zaakceptował tę koncepcję przygotowań. Zanegował ją chyba najkrócej urzędujący w historii GKKFiS wiceprzewodniczący Krebok. W Mistrzostwach Europy we Wrocławiu tylko jedna Polka wygrała jedną walkę. Totalna klęska. Na igrzyska olimpijskie wcześniej zakwalifikowała się Beatka Maksymow, ale medalu w Sydney nie zdobyła. Beatka, mimo że zdobyła 2 złote i 3 brązowe medale mistrzostw świata i 3 złote, 2 srebrne i 3 brązowe mistrzostw Europy, nie otrzymała emerytury sportowej, bo nie zdobyła medalu w igrzyskach olimpijskich. Praca w Związku nie dawała mi satysfakcji. Odszedłem. Dawniej w sprawach szkoleniowych decydowali szkoleniowcy Związku. Obecnie – trenerzy klubowi, którzy są członkami Zarządu Związku. Jeżeli mieli odmienne zdanie od trenera kadry, to zwalniali go z pracy. Prezes miał takie zdanie, jak jego elektorat. Pracując z kobietami, słyszałem niejednokrotnie, że z nimi pracuje się trudniej. Nie sądzę. Z jednej strony kobiety są bardziej labilne emocjonalnie, z drugiej zaś znacznie bardziej angażują się w trening i tworzą zwarty zespół. Przyjaźnią się i spotykają towarzysko po zakończeniu kariery sportowej. Oczywiście, istnieje obawa, że nieoczekiwanie mogą zakończyć karierę, np. zakładając rodzinę czy spodziewając się dziecka. Najlepsze bardzo dobrze zdawały „dyskotekowy” test psychologiczny. W dniu wolnym od treningu mówiłem zawodniczkom, że trenerzy będą na macie doskonalić technikę i one, jeśli chcą, też mogą przyjść. Na to część z nich mówiła: „Ale dzisiaj jest dyskoteka…”. Na co ja odpowiadałem: „Oczywiście, przecież macie dzień wolny od treningów”. Te, które przychodziły poćwiczyć, były w judo najlepsze. Obecnie jestem prezesem Taekwondo i przez wszystkich jestem postrzegany jako judoka. Ja też tak o sobie myślę, ale, niestety, nie utożsamiam się z wielką rodziną judo. Nie chciałem też nigdy pracować za granicą, ponieważ uważałem, że moje miejsce jest tu, w Polsce.”