Joanna Majdan

: Function ereg() is deprecated in /var/www/clients/client3/web5/web/modules/paging/paging.module on line 106.

Można powiedzieć, że sport zawsze mnie pociągał, od najmłodszych lat biegałam, skakałam, byłam ciągle w ruchu. Będąc w szkole podstawowej od pierwszej klasy brałam udział w zawodach sportowych szkolnych i międzyszkolnych. Nauczyciel wychowania fizycznego skierował mnie do sekcji lekkoatletyki do Klubu Sportowego AZS-AWF Gdańsk. I pewnie bym tam została przez dłuższy czas, gdyby nie ciekawość, chęć poznania czegoś innego, tajemniczego, nieznanej mi zupełnie dyscypliny sportu. Gdy byłam w siódmej klasie szkoły podstawowej koleżanka z klasy poinformowała mnie o zapisach do sekcji judo kobiet. Na pierwsze zajęcia do klubu sportowego AZS-AWF Gdańsk poszły wszystkie koleżanki z mojej klasy. Lecz z treningu na trening powoli wykruszały się i na koniec roku zostałam tylko ja i moja koleżanka Beata, która to właśnie pierwsza przekazała informacje o zapisach do sekcji. Początkowo były to zajęcia bardziej rekreacyjne , z elementami samoobrony, trzy razy w tygodniu. Prawdziwe treningi judo i związana z nimi przygoda rozpoczęła się w 1979 r. kiedy to zajęcia zaczął prowadzić trener Andrzej Witkowicz – ówczesny student AWF. Sekcja ciągle się rozrastała, co roku we wrześniu, kiedy były zapisy przychodziło bardzo dużo nowych dziewcząt, które także chciały podjąć treningi i tak jak w moim przypadku z każdego naboru zostawały te najbardziej wytrwale. Treningi miałyśmy nawet siedem razy w tygodniu i częściej, w zależności od okresu przygotowań. W 1980 r. pojechaliśmy do Kielc na I Mistrzostwa Polski Seniorek w Judo Kobiet. Mój udział w mistrzostwach oraz dwóch późniejszych reprezentantek Polski. Grażyny Konopki z AZS Gliwice i Ernestyny Matusiak z Bobolic był pod znakiem zapytania, gdyż stwierdzono, że jesteśmy za młode aby startować w Mistrzostwach Polski Seniorek, po długich debatach trwających do późnej nocy pozwolono nam wystartować, a my «w podziękowaniu» zajęłyśmy medalowe miejsca: Grażyna zdobyła I miejsce w kat. plus 72 kg, Ernestyna III miejsce i ja II w kat. do 48 kg. Natychmiast po pierwszych startach w zawodach w Polsce rozpoczęły się starty w turniejach międzynarodowych: w Czechosłowacji, Austrii , Bułgarii. W 1982 r. po raz pierwszy polska reprezentacja w składzie: Jolanta Adamczyk – 66 kg, Boguslawa Olechnowicz (wtedy Dzierzak) – 61 kg i ja w kat. 48 kg wzięła udział w Mistrzostwach Świata, które odbyły się w Paryżu. Zobaczyłam wielki Świat, mnóstwo bardzo dobrych zawodniczek, były tam wszystkie nacje, miedzy innymi skośnookie Japonki, Chinki, czarnoskóre Kubanki i inne kobiety, które przyjechały do Paryża, aby pokazać się jak z najlepszej strony. Już wtedy były prowadzone rozmowy, aby judo kobiet włączyć do programu igrzysk olimpijskich. Zajęcie tam przeze mnie V punktowanego miejsca, przy minimach jakie nałożyły na nas władze sportu przed naszym wyjazdem, umożliwiło dalszy rozwój naszej dyscypliny w Polsce. Po dwóch latach bardzo ciężkich treningów w moim klubie pod okiem wspomnianego trenera A. Witkowicza, który całym sercem zaangażowany był w nasz trening oraz na zgrupowaniach sportowych Kadry Narodowej pod okiem Trenera Kadry Jacka Skubisa byłam przygotowywana do wyjazdu na kolejne Mistrzostwa Świata, które miały odbyć się w Wiedniu w Austrii. Miałam już 20 lat i trochę więcej kilogramów, mówiąc językiem zawodniczym miałam problemy z «utrzymaniem wagi» Przy ogłoszeniu składu na mistrzostwa wszyscy obecni przeżyli szok, gdyż trener J. Skubis zadecydował, że w kat. 48 do Wiednia pojedzie Anna Chodakowska moja rywalka z tej samej kategorii wago wej, natomiast kat. 52 kg reprezentować będę ja. Z uwagi na bardzo dobre stosunki koleżeńskie z Ernestyną Matusiak, która powinna pojechać w tej kategorii na mistrzostwa, a także to iż zupełnie nie byłam przygotowana na start w wyższej kategorii, poszłam do trenera J. Skubisa i powiedziałam, że na wycieczkę to ja nie chcę jechać i uważam, że to ja powinnam jechać w kat. 48 kg. Byłam aktualną Mistrzynią Polski, nigdy nie startowałam w kat. 52 kg, a z Anią wygrywałam wszystkie bezpośrednie pojedynki. W kat. 52 powinna pojechać Ernestyna. Dałam się jednak namówić na start w mistrzostwach, w których czarnymi końmi były Bogusia Olechnowicz, Maria Gontowicz i Jolanta Adamczyk. Na mnie chyba nikt nie liczył i sądzę, że to pomogło mi w mobilizacji na tych zawodach. Wystartowałam na dużym luzie, ale równocześnie bardzo chciałam pokazać na co mnie jeszcze stać. Kiedy w pierwszej walce pokonałam przez ippon brązową medalistkę poprzednich mistrzostw świata, zaczęłam jeszcze bardziej w siebie wierzyć. Na mojej drodze stawały kolejne rywalki, miedzy innymi późniejsza mistrzyni świata w tej kategorii wagowej reprezentantka Japonii Yamaguchii, która nie dała mi szans i wygrała ze mną w parterze przez trzymanie. Zaczęły się bardzo trudne repasaże, które doprowadziły mnie do walki o brązowy medal. Pamiętam, że kiedy walczyłam w eliminacjach to tylko mój trener klubowy był przy macie, a w walce o trzecie miejsce widziałam wokół maty same polskie znajome twarze. Walka, która trwała 6 min, podczas gdy walki eliminacyjne 4 min., dla mnie trwała całą wieczność. Na samym początku walki rzuciłam reprezentantkę Holandii na yuko. Popatrzyłam na czas, a tam jeszcze 5.30 min do końca walki. Podczas kolejnych minut moja przeciwniczka dwa razy próbowała mi wyciągnąć dźwignię. Jedna z nich była tak skutecznie założona, że chciałam się poddać, ale myśl o zdobyciu brązowego medalu w mistrzostwach świata dodawała mi sił i jeszcze na koniec walki wykorzystując błąd przeciwniczki zwiększyłam swoją przewagę. Moment, w których usłyszałam sygnał wieszczący zakończenie walki był dla mnie najwspanialszą chwilą rekompensującą wszystkie wcześniejsze trudy i wyrzeczenia,. chwilą w której zapomina się o wszystkich problemach, nawet o zdrowotnych. Przed zawodami odniosłam kontuzję, złamanie palca u nogi, która doskwierała mi podczas wszystkich walk. Bardzo cieszyłam się ze zdobycia tego medalu tym bardziej, że był to pierwszy medal zdobyty przez Polki w tej dyscyplinie sportu. Jeszcze przez wiele lat bardzo intensywnie trenowałam, brałam udział w licznych zgrupowaniach sportowych w kraju i zagranicą oraz wielokrotnie startowałam w Mistrzostwach Polski, Europyi Świata, gdzie zdobywałam medale oraz miejsca punktowane.Przez cały czas reprezentowałam barwy KS AZS-AWF Gdańsk. Po odejściu trenera A. Witkowicza do KS. Błękitni Kielce, następnym moim trenerem klubowym został Marek Adam. Niestety podczas całej moje długiej kariery sportowej nie uczestniczyłam w igrzyskach olimpijskich. W latach 1980-1986 judo kobiet nie było dyscypliną olimpijską. W 1988 r. w Seulu nasze judo zostało wprowadzone do programu igrzysk. Kwalifikacją do nich było zajęcie medalowego miejsca w Mistrzostwach Świata w 1987 r. w Essen. Na tych mistrzostwach przegrałam pierwszą walkę z reprezentantką Chin i zakończyłam udział w zawodach. Do turnieju olimpijskiego zakwalifikowała sie tylko Bogusia Olechnowicz. Następne Igrzyska to 1992 r. w Barcelonie, w których również nie wzięłam udziału. W 1991 r. urodziłam córeczkę i na początku 1992 r., chociaż treningi podjęłam bardzo wcześnie, nie wróciłam jeszcze do formy sprzed urodzenia dziecka. I tu mam żal do ówczesnego trenera kadry narodowej, że mi nie dał szans na udział w tych zawodach. Po tylu latach spędzonych na macie, licznych sukcesach, medalach, które zdobywałam dla Polski, stwierdził ,że moja forma nie jest wystarczająco dobra na udział w igrzyskach. To on decydował o składzie, który potem był zatwierdzany w PKOl-u. Wiem, że gdyby poparł mnie, to prawdopodobnie reprezentowałabym nasz kraj na igrzyskach olimpijskich w Barcelonie. Chociaż wróciłam do formy, to nie miałam już chyba psychicznej siły, żeby podjąć przygotowania do kolejnych igrzysk olimpijskich w Atlancie w 1996 r. i po zdobyciu brązowego medalu na drużynowych mistrzostwach Europy oraz zdobyciu mistrzostwa Polski Seniorek w 48 kg w 1994 r. postanowiłam zakończyć karierę zawodniczą. Po zakończeniu kariery zawodniczej miałam czas na ukończenie dużo wcześniej rozpoczętych studiów w Akademii Wychowania Fizycznego w Gdańsku oraz zająć się wychowywaniem córki. Mogę śmiało stwierdzić, że przygoda, która rozpoczęła się przypadkowo prawie 30 lat temu trwa do dzisiaj. Nie jestem ani trene rem, ani sędzią judo, chociaż «papiery» posiadam, cały czas śledzę losy polskiego i światowego judo, oglądając często «na żywo» zawody krajowe jak i zagraniczne. Dzięki znajomości technik judo zostałam przyjęta do Policji, gdzie pracuje do dziś. Przez wiele lat byłam kierownikiem Sekcji Judo w GKS «Wybrzeże», organizując mistrzostwa Polski seniorów w judo oraz Policyjne Mistrzostwa Polski w Judo. Reprezentowałam również Polską Policję w Mistrzostwach Europy i świata, zdobywając wiele medali. Dzięki zawodom, które były organizowane w różnych miastach Polski i świata zwiedziłam całą Polskę i prawie cały Świat. Wyjazdy do Japonii, kolebki judo były tak wspaniałe, że do dzisiaj wspominam te pobyty. Poznawanie nowych miejsc i odmiennych kultur pozwoliło mi na wykorzystanie wiedzy jaką zdobyłam podczas tych licznych podróży. Natomiast z osobami, które poznałam i z którymi zaprzyjaźniłam się, do dzisiaj utrzymuję kontakty. Podczas licznych wyjazdów, obozów, przebywając prawie 250 dni poza domem tworzyliśmy jedną wielką rodzinę, w której były i radości i smutki a czasami i kłótnie, a także konflikty, których rozwiązanie kończyło się dopiero na macie podczas licznych walk i randori. Opracowałyśmy kronikę, w której zapisywałyśmy wszystkie ważniejsze wydarzenia, anegdoty (chyba jest u Pana Skubisa), a nawet ułożyłyśmy piosenkę, hymn judoków, który śpiewany jest przez młodsze pokolenia, do dnia dzisiejszego. W zasadzie na każdym zgrupowaniu, wyjeździe działo się coś wesołego i śmiesznego. Judo wypełniło moje całe życie, dzięki niemu stałam się bardziej zdecydowana, stanowcza, wytrwała, ambitna, waleczna, a także opanowana Oprócz paru niesympatycznych sytuacji, które wydarzyły się w czasie tych wielu lat, mogę stwierdzić, że była i jest to dla mnie wspaniała przygoda. Myślę, że cała filozofia judo wpływa i kształtuje charaktery, postawy oraz styl życia ludzi związanych z tą dyscypliną.”