Józef Wiśniewski

: Function ereg() is deprecated in /var/www/clients/client3/web5/web/modules/paging/paging.module on line 106.

 1. Co sprawiło, że zainteresowałem się judo?
Do zainteresowania się judo skłonił mnie zwykły przypadek. Dzisiaj po latach nazwałbym to zrządzeniem losu. Urodziłem się we Lwowie, skąd wyjechałem wraz z rodzicami, zmuszony powojenną zmianą polskich granic. Zamieszkaliśmy na tzw. ziemiach odzyskanych w Kluczborku. Nie byłem sympatykiem wszechobecnej piłki nożnej, zacząłem więc uprawiać pływanie, a następnie, modne wówczas za sprawą Wyścigu Pokoju, kolarstwo. Judo w tym miejscu polskiej mapy było zupełnie nieznane. Właśnie tu w 1960 r., mając już 17 lat, zaprzyjaŸniłem się z ówczesnym mistrzem Polski w judo, starszym od siebie kolegą, absolwentem warszawskiego AWF-u Jerzym Grodkiem, który sprowadził się do Kluczborka. To on zafascynował mnie nową dyscypliną sportu. W tym czasie działały już prężne kluby w Warszawie, Gdańsku, Wrocławiu i Krakowie. «Metal» Kluczbork pod wodzą Jerzego Grodka dopiero zaczął swoją działalność. Wybitnie uzdolniony i wszechstronny Jerzy Grodek zajął się następnie pracą trenerską w lekkiej atletyce i judo w Kluczborku przestało istnieć. 
2. Jak zostałem trenerem judo?
To również przypadek, a może właśnie owo zrządzenie losu. W każdym razie związałem się z judo na dalsze życie i w nim «tkwię po uszy» do dnia dzisiejszego. Byłem wraz z Jerzym Grodkiem ratownikiem na pięknym kąpielisku w Kluczborku. Był rok 1962. Poznałem tu wówczas bytomiankę, swoją przyszłą i obecną żonę, akademicką wicemistrzynię Świata w LA, za którą podążyłem do Bytomia. Niestety, i tu nie mogłem realizować swojej pasji, bo judo w Bytomiu było zupełnie nieznane. Chciałem je dalej trenować, kiedy zupełnym przypadkiem ktoś dowiedział się o moich zainteresowaniach i umiejętnościach i powierzył mi tworzenie sekcji judo. Po długim namyśle podjąłem wyzwanie i w ten sposób powstali «Czarni» Bytom, a ja przewodzę tej dyscyplinie sportu w Bytomiu już 42 lata. Najpierw zacząłem pogłębiać wiedzę i umiejętności trenerskie, by na 27 lat stać się trenerem «Czarnych». W dziedzinie rozwoju judo w «Czarnych» musiałem pokonać wiele problemów, ale systematycznie ciągnąłem klub w górę.
3. Moje sukcesy
Nie dane mi było zdobywać sportowe laury na macie, postanowiłem, więc sprawdzić się w roli trenera. Warsztat trenerski, choć nie najgorszy, nie był moją najsilniejszą stroną, ale już wówczas zdawałem sobie sprawę, że sukces trenera i klubu zależy od wielu czynników. Ucząc się na błędach i od swoich podopiecznych, szczebel po szczeblu wspinałem się coraz wyżej. Zmysł organizacyjny, umiejętność pracy z ludŸmi, psychologia, pedagogika i konsekwencja uzupełniały warsztatoweniedostatki i poprawiały techniczne niedoskonałości. Nie uważałem się za supertrenera, będąc przez 27 lat pierwszym trenerem «Czarnych». W treningach często pomagali mi asystenci o lepszych umiejętnościach trenerskich. Zdawałem sobie również sprawę, że siła sukcesu tkwi w ludzkim zespole, któremu przewodziłem, nadając ton. Umiałem dzielić się sukcesem. W ten sposób zbudowałem klub, który na trwałe zaistniał na mapie polskiego judo. Pod moją trenerską batutą «Czarni» zdobyli wiele sukcesów, ale największymi były dwa złote medale olimpijskie zdobyte przez Waldemara Legienia w Seulu i Barcelonie.

4. Moja wizja mistrza

Wiem, że jestem skażony olimpijskim sukcesem Waldka. To dzięki jego osiągnięciom mówi się o mnie «trener dwukrotnego mistrza olimpijskiego Waldemara Legienia». Słysząc te słowa, czuję się nieco zażenowany, uznając, że był to przede wszystkim jego sukces, ja jestem jedynie współtwórcą. Waldemar Legień wykształcił we mnie wizję modelu mistrza. Obserwując z bliska jego dwudziestoletnią zawodniczą karierę w «Czarnych», wiem, komu dane jest być mistrzem. Talent to jedno, cała reszta to drugie, a to drugie to nie tylko praca. Lwia część sukcesu leży w gestii zawodnika, reszta w rękach jego trenerów klubowych i trenerów kadry oraz klubu, w którym trenuje. Trenerzy i klub muszą mieć szczęście by trafił do nich diament taki, jak Waldek, a zawodnik – by tego diamentu nikt nie zniszczył, by go wspaniale oszlifowano. Drugim Legieniem może zostać ten, kto tak jak on:

  • ma talent
  • jest pracowity jak przyszły mistrz, a nie koń,
  • dąży do doskonałości, studiując technikę i taktykę walki,
  • ma czystą motywację w dążeniu do sukcesu, nie myśli przede wszystkim o materialnych korzyściach,
  • jest osobą skromną, której sukces nie uderza do głowy,
  • potrafi słuchać trenerskich «mądrości», a jednocześnie wybierać z nich to, co mu najbardziej przydatne,
  • dba o higienę własnego życia, nie przesadzając w niczym,
  • ma psychikę mistrza, doskonale neutralizuje stres przed startem, nie tracąc w walce prawie nic ze swoich umiejętności. Im większa ranga zawodów, tym jest bardziej zmotywowany.

Te cechy sprawiają, że można być nie tylko mistrzem, ale i wzorem sportowca, jakim był Waldemar Legień. Olimpijskie medale wówczas naprawdę błyszczą blaskiem «czystego złota» jak medale olimpijskie Waldemara Legienia.