Kazimierz Jaremczak

: Function ereg() is deprecated in /var/www/clients/client3/web5/web/modules/paging/paging.module on line 106.

„Z nostalgią wspominam okres, kiedy zaczynaliśmy naszą przygodę z judo. Rywalizacja sportowa i wspólne treningi odbywały się we wspaniałej atmosferze wzajemnego zaufania, niesienia sobie pomocy. Nieistotna była przynależność klubowa czy miejsce zamieszkania! Podobny klimat panował zresztą także w kontaktach i rywalizacji międzynarodowej. Mijający czas zmienił wszystko wokół, a przede wszystkim nas samych. Po prawie dwuletnich problemach z kolanem w grudniu 1963 r. poddałem się operacji. W tym czasie usunięcie łękotki czy plastyka więzadeł wiązały się z dużym ryzykiem i długim leczeniem. Po operacji ponad miesiąc przebywałem w szpitalu, a przez następne trzy tygodnie w gipsie. Wbrew zaleceniom lekarzy w czerwcu 1964 r. wznowiłem trening ogólnorozwojowy. Nie w pełni sprawne kolano i ustawiczny ból zmusiły mnie do zmiany stosowanych technik. Prawą nogą przed operacją wykonywałem skutecznie ataki: ko-uchi-gari, de-ashi-barai i ko-soto-gari. Do problemów zdrowotnych dołączyły kłopoty w pracy trenerskiej, bowiem atmosfera w klubie bardzo się popsuła. Do zawodów przygotowywałem się indywidualnie, prowadząc treningi z grupą juniorów. Na Mistrzostwa Polski do Wrocławia z GKS Wybrzeże Gdańsk pojechało dziesięciu zawodników z R. Zieniawą na czele. Mistrzostwo Polski zdobyłem tylko ja. W kwietniu tego samego roku w Międzynarodowym Turnieju w Budapeszcie byłem trzeci. W walce o finał założyłem skuteczne duszenie zawodnikowi węgierskiemu, lecz sędziowie nie reagowali do chwili utraty przez niego świadomości. Odruchowo udzieliłem mu pomocy (znając katsu), za co… zostałem zdyskwalifikowany. Na bankiecie przeproszono mnie, wręczono medal i kwiaty. Do Mistrzostw Europy w Madrycie przygotowania prowadzili: Janusz Pawluk, Michał Dzierzbicki i Janusz Wójtowicz Na zawody pojechali: J.Okrój, R. Zieniawa i ja. Kierownikiem ekipy był prezes Związku, B. Skut. Mieliśmy kłopoty wizowe, ponieważ Polska w tym czasie nie utrzymywała kontaktów dyplomatycznych z Hiszpanią generała Franco. Wizy załatwiano przez inne placówki dyplomatyczne, w związku z czym pojechaliśmy po nie do Wiednia. Stolica Hiszpanii powitała nas błękitnym niebem i trzydziestostopniowymi upałami. Miasto zauroczyło nas mnóstwem kwiatów, zieleni i piękną architekturą. Niesamowita liczba kafejek i restauracji, w których rozbrzmiewała pełna wdzięku i melancholii muzyka. Mieszkaliśmy w hotelu, na dachu którego był basen kąpielowy. Mistrzostwa zorganizowano z dużym rozmachem, a bankiet był iście królewski. Nie obyło się bez flamenco i orkiestry dętej. Mistrzostwa Europy w Madrycie rozegrano w niecały rok po Igrzyskach Olimpijskich w Tokio. Dyrektoriat EUJ wprowadził wiele innowacji: zwiększył liczbę kategorii wagowych do pięciu oraz open; wprowadził nowy system rozgrywek – pucharowy z repasażami; ustalił czas walki na osiem minut, a finałowych na dziesięć. W czasie dwóch dni rozegrano trzy turnieje: dwa indywidualne i jeden drużynowy. W pierwszym turnieju indywidualnym wzięli udział zawodowcy trenujący judo zawodowo i amatorsko, w drugim – amatorzy trenujący judo tylko dla przyjemności, bez czerpania jakichkolwiek korzyści materialnych. Trzeciego dnia odbyły się Drużynowe Mistrzostwa Europy. Kolejną innowacją było ogłaszanie przez arbitra tylko waza-ari i ippon, ocena niższa – waza-ari nichikai-waza nie było ogłaszane. Były to informacje bardzo istotne nie tylko dla śledzenia przebiegu walki, lecz przede wszystkim dla jej strategii. Dla nas były to nieznane pojęcia. Po wygraniu walk eliminacyjnych w walce o finał stanąłem naprzeciwko radzieckiego zawodnika Suslina. W pierwszej minucie walki wykonał on specyficzne tomś-nage, łamiąc mi dwa żebra. Pamiątka na całe życie. Lekarz zastanawiał się, czy nie wycofać mnie z zawodów. Pomogli mi koledzy z RFN-u, użyczając elastycznego bandaża, zbyt wąskiego i krótkiego. Mimo to wytrwałem do końca walki, niestety przegrywając ją. W szatni odnaleźli mnie koledzy i prezes, gratulując brązowego medalu. Pocieszali, że ważny jest medal, nie żebra. Po kąpieli, obolały, usiadłem na widowni. Po pewnym czasie, ku mojemu zdumieniu, spiker zawodów wywołał mnie do walki repasażowej o trzecie miejsce. Prezes pobiegł do dyrektoriatu EUJ, pytać, o co chodzi. Po chwili wrócił w towarzystwie wiceprezydenta L. Pikarta i H. Wolfa, asystenta dyrektora sportowego EUJ, życzliwie mnie informujących, że mam włożyć judogę i walczyć o trzecie miejsce. W przeciwnym razie walkę oddam walkowerem. Rozbity fizycznie i psychicznie stanąłem do walki z wielokrotnym mistrzem Austrii i medalistą mistrzostw Europy. Zawodnika tego wczśeniej nie znałem. Gdy arbiter zapytał, czy będę walczył, wykonałem krok do przodu, co było jednoznaczne z komendą hajime. W jednej chwili Reisinger był przy mnie. Ruszył na mnie jak toro (byk). Zapomniałem o bólu. Chwyciłem go lewą ręką, ustawiając się w ten sposób, by chronić połamane żebra. Wyprzedzałem ataki przeciwnika, atakując tylko nogami, nie mogąc wykonać ataku z obrotem. Po chwili wykonałem hiza-guruma i przewróciłem Austriaka. Decydujący atak morote-gari, który dał mi zwycięstwo, wykonałem po jednym ze wznowień walki. W walkach eliminacyjnych wygrałem m.in. z mistrzem Francji. Sądzę, że w dowód uznania Federacja Francuska zaprosiła mnie do Paryża na zgrupowanie przed mistrzostwami świata, na które otrzymałem imienne zaproszenie od Światowej Federacji Judo, natomiast Europejska Unia Judo powołała mnie do reprezentacji kontynentalnej na Puchar Świata w Sao Paulo. Była to dla mnie wielka satysfakcja.

W listopadzie 1965 r., po odniesieniu kontuzji barku (dwukrotnie byłem operowany), zrezygnowałem z kariery zawodniczej nie tylko w judo, bowiem w tym samym czasie uprawiałem piłkę ręczną. i grałem w drużynie Mistrza Polski i reprezentanta kraju „Lechii” Gdańsk w rugby. Postanowiłem bardziej serio zająć się pracą szkoleniową. Często spotykałem się ze złą pracą sędziów judo, więc postanowiłem ją poprawić. Traktując swoje zadanie bardzo poważnie, w krótkim czasie zyskałem uznanie wśród sędziów, trenerów i zawodników. Decyzją Zarządu PZ Judo zostałem wytypowany do udziału w kursie sędziowskim EUJ we Francji, w 1968 r. Z 76 uczestników wyróżniono trzech: Toni Wagnera z Holandii, Georga Kerra z Wielkiej Brytanii i mnie. Otrzymaliśmy kategorię „B” i powołanie do sędziowania mistrzostw Europy. Jednocześnie zostaliśmy zaproszeni do pozostania na kursie wyselekcjonowanych sędziów do prowadzenia mistrzostw Europy, świata i igrzysk olimpijskich (kurs dla kandydatow 1-7.09.1968 r. wyselekcjonowanych do prowadzenia mistrzostw Europy 8-14.09.1968 r.). Podaję te daty, bo po powrocie do kraju odebrano mi paszport i zawieszono w pracy. Miałem przecież wrócić do Polski po 10 dniach, a wróciłem po 14. W przekonaniu mojego kolegi R. Zieniawy – uciekłem. Po wyjaśnieniach Europejskiej Unii Judo przywrócono mi paszport i prawo do pracy. Wiosną 1969 r. podjąłem pracę w AZS Gdańsk, w wyniku czego znowu zabrano mi paszport, tym razem na 3 lata. W listopadzie 1968 r. na Kongresie PZ Judo wyznaczono mi funkcję odpowiedzialnego za sprawy sędziowskie, którą pełniłem do roku 1973. Był to najwyższy czas do uporządkowania spraw sędziowskich i judo w Polsce. Powołałem Związkową i Okręgowe Komisje Sędziowskie, które otrzymały status ciał oficjalnych. Po raz pierwszy opracowałem i wydałem w języku polskim przepisy walki judo, oparte o przepisy IJF., regulamin sędziowski, klasyfikację pracy sędziów, obowiązującą do dzisiaj. Przy znacznym moim udziale Kongres podjął uchwałę o włączeniu sędziego do ekip wyjeżdżających za granicę. Wprowadziłem też jednolite stroje sędziowskie. W 1973 r. powołano mnie do komisji sędziowskiej EUJ, a w dwa lata później, podczas mistrzostw Europy, zdałem egzamin sędziowski na licencję IJF kategorii „A”, uprawniającą do sędziowania wszystkich zawodów judo na świecie. W 1979 r. powołano mnie na asystenta dyrektora sportowego EUJ oraz przewodniczącego Komisji Sędziowskiej EUJ. W 1981 r. zostałem Dyrektorem Sportowym EUJ i członkiem Komisji Sędziowskiej IJF., a w dwa lata później jej przewodniczącym. Od 1984 r. brałem udział w pracach Komisji Solidarności Olimpijskiej MKOl zajmującej się problematyką edukacyjną i propagowaniem idei olimpijskiej. Pracując w wymienionych komisjach, starałem się wdrażać swoje pomysły, innowacje w zakresie spraw związanych z organizacją i przeprowadzaniem zawodów, kongresów i seminariów. Bardzo istotnym zadaniem było nadanie organizacjom większego prestiżu i popularności. Pracę rozpoczęliśmy od połączenia organizacji mężczyzn i kobiet, nadając im większe uprawnienia. Zainicjowaliśmy aktywne szkolenie sędziowskie wśród kobiet. Początkowo kobiety miały prawo sędziowania tylko walk kobiet – później to się zmieniło. Najtrudniejsza praca czekała nas na kontynentach: Panamerykańskim, Azjatyckim i Afrykańskim. Powyższe przedsięwzięcia przyczyniły się do wielkiego sukcesu naszej dyscypliny, jakim było włączenie judo kobiet do programu igrzysk olimpijskich w Seulu. Wprowadzenie elektroniki do informacji podczas kongresów, zawodów, seminariów oraz komputerowego losowania usprawniło organizację. Wprowadzenie tablic elektronicznych, a więc jawnego sędziowania, ulepszyło pracę sędziów i podniosło jej jakość. Po długich negocjacjach, zwłaszcza z Kodokanem, wprowadzono dwukolorowe judogi, co poprawiło czytelność walk dla sędziów oraz publiczności, a także podniosło jakość odbioru telewizyjnego. Praca w ww. organizacjach nie była ani łatwa ani prosta, ale dawała wiele satysfakcji, zwłaszcza te przedsięwzięcia, które bezpośrednio przyczyniły się do rozwoju judo na świecie.”