Paweł Nastula

: Function ereg() is deprecated in /var/www/clients/client3/web5/web/modules/paging/paging.module on line 106.

„Przechodziłem, przypadkowo, z moją mamą koło sali judo, gdzie właśnie odbywał się trening moich rówieśników. Weszliśmy na salę i to, co tam zobaczyłem, pobudziło moją młodzieńczą wyobraźnię. Miałem wówczas 10 lat, ale już lubiłem rywalizację sportową. Trening był taką frajdą, że pozostałem w judo do dnia dzisiejszego. Droga do sukcesu olimpijskiego była długa, najeżona pułapkami, wypełniona tytaniczną pracą, wyrzeczeniami, setkami zgrupowań i turniejów, tych nie specjalnie prestiżowych, ale czasami bardzo trudnych i tych najważniejszych: mistrzostw Europy, świata i wreszcie igrzysk olimpijskich. Chwile zwątpienia, gdy bezradnie poruszałem się o kulach czy «na wskazówki» przegrywałem srebrny, a może i złoty medal olimpijski, wahania, czy kontynuować karierę sportową, gdy pozbawiano mnie środków utrzymania jako zawodnikowi «nierokującemu» sukcesów w judo. Dwie poważne kontuzje, z których jedna omalże nie wyeliminowała mnie z życia zawodniczego, a druga wyeliminowała z walki o drugi medal olimpijski w Sydney. Były też piękne chwile triumfu, gdy stałem na najwyższym podium w doborowym towarzystwie i grano mi Mazurka Dąbrowskiego. Na swojej drodze sportowej spotkałem wielu ludzi, którzy mnie w tej karierze pomogli, ale spotykałem i takich, którzy mi przeszkadzali. Tak jak to w życiu bywa. Gdyby nie ci ludzie dobrej woli, bardzo często spoza dyscypliny: lekarze, naukowcy, dyrektorzy, przyjaciele i koledzy, pewnie nie odniósłbym takich sukcesów. Miło jest być rozpoznawalnym przez kibiców, ale trzeba mieć dystans do swoich osiągnięć. Pamiętam sytuację, gdy pewnego dnia mój parkingowy znienacka zapytał: «Dlaczego wczoraj tak kiepsko zagraliście ten mecz?». Byłem zdumiony. A on zaczął się rozwodzić, jak to można było lepiej zagrać na stadionie Legii. Nie wyprowadziłem go z błędu, że nie jestem piłkarzem. Wysłuchałem dobrych rad, podziękowałem i poszedłem do domu. Sport tym różni się od innej działalności, że trzeba być na «topie», bo w przeciwnym razie jest się nikim. Wymaga to wielkiej motywacji, ogromnie ciężkiej pracy, wiary w sukces i konsekwencji w działaniu oraz umiejętności precyzyjnego działania w warunkach stresu. Po zakończeniu kariery zawodniczej założyliśmy z trenerem Antkiem Zajkowskim i Józkiem Niedomagałą «Nastula Klub». Wydałem książkę «Moje Judo» i chyba powinienem czuć się człowiekiem spełnionym. Jest mi przykro, że obecnie polskie judo nie odnosi tak wielkich sukcesów, jak dawniej. Przy zwiększającej się profesjonalizacji sportu działacze nie nadążają za czołówką.”