Radosław Laskowski

: Function ereg() is deprecated in /var/www/clients/client3/web5/web/modules/paging/paging.module on line 106.

„Jedną z części składowych kultury społeczeństwa współczesnego świata jest sport kształtujący jednocześnie umysł i ciało. Nie ulega wątpliwości, że judo (łagodna droga) w ostatnich kilkudziesięciu latach jednoznacznie ustaliło swoje miejsce wśród dyscyplin sportowych. W wyjątkowy sposób wpływa ono na wszechstronny rozwój fizyczny człowieka, a także na jego cechy wolicjonalne. Kiedy w 1977 r. rozpocząłem treningi judo, z roku na rok przekonywałem się, że judo kształtuje szybkość, zwinność, wytrzymałość i siłę, a także spostrzegawczość, opanowanie, odwagę, odporność, koncentrację i wytrwałość. Jego wpływ wychowawczy jest niezaprzeczalny, natomiast zasady przyjęte przez Jigoro Kano (twórcy judo) stały się dla mnie drogowskazem w nauczaniu nie tylko judo:

  • Czynić tak, aby współdziałanie ciała i umysłu było jak najbardziej efektywne;
  • Ustępować, aby zwyciężyć;
  • Maksimum skuteczności przy minimum wysiłku;
  • Przez czynienie dobra sobie nawzajem do dobra ogólnego.

Rok 1989 był dla mnie rokiem rozpoczęcia pracy dydaktycznej z dziećmi i młodzieżą trenującą judo. Jako czynny zawodnik i już trener starałem się przekazać podopiecznym swoje umiejętności techniczne oraz wychowawcze, ucząc ich systematyczności i wytrwałości na treningach i poza nimi. W końcu przyszedł czas rozstania ze współzawodnictwem i całkowitego przekroczenia granicy zawodnik – trener. Stało się to w 1995 roku, kiedy otrzymałem propozycję objęcia stanowiska I trenera kadry narodowej juniorów w PZ Judo. Było to dla mnie wielkie wyzwanie. Szalałem z radości, że będę pracował z najbardziej uzdolnioną młodzieżą w Polsce. Od razu wziąłem się do pracy: planowanie akcji szkoleniowych, programowanie procesu szkoleniowego, układanie treści treningowych itp., itd. Ale przede wszystkim postawiłem na sferę wychowawczą, filozofię judo oraz przygotowanie techniczne moich przyszłych mistrzów, nie zapominając, oczywiście, o prawidłowym kształtowaniu zdolności motorycznych i kontroli treningu (mogłem to realizować dzięki pracy w Zakładzie Fizjologii w AWF w Gdańsku). Był to wspaniały okres mojego życia. Pracowałem, jak się póYniej okazało, z filarami naszej aktualnej pierwszej reprezentacji. To naprawdę wielka satysfakcja być «początkiem» dla wielkich zawodników i wspaniałych ludzi.Minusy tej pracy to na pewno ciągłe intrygi i brak zaufania w gronie trenerskim i działaczy w PZ Judo, niedostateczne pieniądze na realizację procesu szkoleniowego (tylko raz wyjechaliśmy z juniorami do Japonii, w 1996 r.), a planowane były coroczne wyjazdy dla najbardziej uzdolnionych. Oczywiście, były sukcesy i porażki, łzy i radość, ale na tym etapie najważniejsze było dla mnie przygotowanie młodego sportowca do przyszłej rywalizacji na poziomie mistrzowskim. Czy to mi się udawało? Przyszła kolej na objęcie I kadry olimpijskiej kobiet PZ Judo. Chyba marzeniem każdego trenera jest być «numerem pierwszym» w swojej profesji. Przyjąłem tę propozycję w 1998 r. i kiedy w lutym na zgrupowaniu w Zakopanem stanąłem twarzą w twarz z zawodniczkami kadry, w myślach zadawałem sobie wiele pytań. Jedno z nich pamiętam do dzisiaj: Dlaczego wy, kobiety, chcecie uczyć się judo, chcecie być mistrzyniami Europy, świata? Byłem i jestem nadal pełen podziwu, że zdecydowały się, i dalej decydują, na tak ciężki trening, jakim jest judo. I wówczas przyrzekłem sobie, że zrobię wszystko, by pomóc im spełniać ich sportowe marzenia. Starałem się być ambitny i mierzyć wysoko. Pewien ówczesny działacz na wspólnym zebraniu z moimi zawodniczkami kadry narodowej zapytał: «Panie trenerze, ile zdobędziecie medali na igrzyskach olimpijskich?», a ja na to: «Siedem, panie prezesie». Naśmiewano się, że się nie znam i jestem niepoprawnym optymistą. A tak naprawdę co miałem powiedzieć przy tych dziewczynach, z których każda w najskrytszych marzeniach myślała o medalu olimpijskim, śniła o nim i poświęcała całe swoje życie dla igrzysk. Po wielu intrygach, jakie zawsze były i są w PZ Judo, zwolniono mnie w dniu moich 33. urodzin, czyli 1 lipca 1999 r. Doświadczony i pełen werwy do pracy wróciłem na stanowisko I trenera kadry kobiet w roku 2001 po nieudanych igrzyskach w Sydney. Z młodymi oraz już doświadczonymi zawodniczkami, z doświadczonym, rozumiejącym współpracownikiem-trenerem kadry narodowej juniorek oraz wspaniałym i znającym się na rzeczy asystentem rozpocząłem pracę z wielkimi planami na przyszłość. Niestety, po czterech latach wysiłków nie było upragnionego medalu na igrzyskach w Atenach. Przyczyna, a może przyczyny? Myślę, że jedną z wielu był absolutny brak spójności i zrozumienia w działaniu między pionem szkoleniowym i organizacyjnym PZ Judo. Niby każdy chciał dobrze, ale ciągle coś «nie grało», jak w rozstrojonej gitarze. Nie było wodza z umiejętnościami poukładania tego wszystkiego, aby każdy znał swoje miejsce i miał cel w pracy. Pisanie planów w sierpniu (zgodnie z przyjętymi zasadami procesu szkoleniowego), a potem nanoszenie poprawek do lutego, a czasami i marca. Bo nie było pieniędzy, bo komuś coś się nie podobało, bo ktoś miał jakiś interes, by coś zmienić. Ciągłe problemy ze sprzętem, stypendiami sportowymi. To tylko wybrane problemy, które na pewno nie sprzyjały realizacji stawianych wysokich wymagań. Dzięki pracy w PZ Judo poznałem jednak ciekawych ludzi, zdobyłem doświadczenie w kierowaniu treningiem na najwyższym poziomie, nauczyłem się podejmować często niełatwe decyzje i mogę śmiało napisać, że wiem, a nie, że mi się wydaje.”