Waldemar Sikorski

: Function ereg() is deprecated in /var/www/clients/client3/web5/web/modules/paging/paging.module on line 106.

Rozpoczęły się przygotowania do igrzysk olimpijskich w Los Angeles, które również stanęły pod znakiem zapytania. Tym razem miały je zbojkotować kraje Demokracji Ludowej ze Związkiem Radzieckim na czele, w odwecie za bojkot igrzysk w Moskwie. Nowy trener kadry Ryszard Zieniawa rozpoczął przygotowania mocnym akcentem. Z Mistrzostw Europy w Debreczynie Polacy wrócili ze złotym medalem Andrzeja Dziemianiuka w najlżejszej kategorii wagowej, złotym medalem Wojtka Reszko w kategorii open oraz brązowym medalem Andrzeja Sądeja. Pięć miesięcy później na Mistrzostwach Świata w Maastricht w Holandii Wojciech Reszko ponownie zdobywa medal w open, tym razem srebrny. Do początku roku 1984 ważyły się losy Igrzysk Olimpijskich w Los Angeles, a raczej udziału w nich krajów Demokracji Ludowej. W końcu nasz obóz zbojkotował igrzyska i w ich miejsce zorganizowano Turniej Przyjaźni w Warszawie. Wyniki, jakie osiągnęliśmy w tej imprezie, przeszły oczekiwania naszych władz sportowych. Reprezentacja judo uplasowała się na drugim miejscu z dwoma złotymi medalami: Zbyszka Bielawskiego i Andrzeja Dziemianiuka oraz pięcioma brązowymi: Wojciecha Reszki, Krzysztofa Kurczyny, Andrzeja Sądeja, Wiesława Błacha i Krzysztofa Szabata W tym miejscu należy dodać, że chociaż żaden z tych zawodników nie był medalistą olimpijskim sensu stricte, to wszyscy oni byli bardzo utytułowani. Andrzej Dziemianiuk od roku 1981 zdobył w mistrzostwach Europy seniorów medale we wszystkich kolorach, poczynając od złotego. Wiesław Błach był medalistą mistrzostw świata i mistrzostw Europy, a Andrzej Sądej i Zbigniew Bielawski – medalistami mistrzostw Europy. Zbyszek Bielawski był multimedalistą mistrzostw Polski – zdobywając 26 medali. Pamiętam takie zdarzenie związane ze Zbyszkiem. Byłem jeszcze trenerem kadry. Pewnego dnia na zgrupowaniu w COS Zakopane, po treningu popołudniowym, wszedłem do Zbyszka do pokoju. Siedział i coś czytał. Myślałem, że przygotowuje się dojakiegoś egzaminu na uczelni, tymczasem on, z politechnicznym wykształceniem, studiował „Teorię i metodykę treningu” Tadeusza Ulatowskiego, aby lepiej przygotować się do startu w zawodach. Na początku 1985 roku zaproponowano mi, abym kandydował w wyborach na nowego prezesa zarządu Polskiego Związku Judo. Pamiętam, że nie spałem całą noc, zastanawiając się, czy pogodzę tę odpowiedzialną funkcję społeczną z obowiązkami wicedyrektora Instytutu Sportu, a przede wszystkim, czy potrafię tak pokierować Związkiem, żebyśmy odnieśli sukces w Igrzyskach Olimpijskich w Seulu, poprowadzili dobrą politykę szkoleniową, zagraniczną i poprawili organizację oraz wizerunek w mediach. Wyniki w Turnieju Przyjaźni pokazały, że założenia przyjęte w szkoleniu są prawidłowe. Współpraca z Instytutem Sportu układała się bardzo dobrze. Nie było więc potrzeby dokonywać jakichkolwiek zmian personalnych. Za całokształt spraw szkoleniowych odpowiadał doświadczony trener, rozumiejący i przykładający dużą wagę do doszkolenia trenerów, dbający o zaplecze kadry narodowej, wiceprezes ds. sportowych Rysiek Janiszewski. W polityce zagranicznej bardzo pomagał mi mój bardzo dobry kolega Kazik Jaremczak, pełniący prestiżową funkcję dyrektora sportowego w Europejskiej Unii Judo. Za szkolenie juniorów i młodzieży odpowiedzialny był już bardzo doświadczony trener kadry juniorów i młodzieży, Marek Rzepkiewicz. Sekretarzem generalnym był mój były trener Jan Ślawski, a dyrektorem biura sprawny organizacyjnie i administracyjnie Andrzej Matusiak. Każdy z nich był kreatywny i świetny profesjonalnie, ale też każdy był wielką indywidualnością. Moim zadaniem było „tylko” stworzenie z nich zgranego zespołu. Nie wiem, czy mi się to udało i nie mnie o tym sądzić, ale wspólnie osiągnęliśmy założone cele, spośród których najbardziej spektakularnymi były:

  • świetne wyniki sportowe;
  • dobra organizacja Mistrzostw Europy Juniorów i Młodzieży we Wrocławiu;
  • organizacja Pierwszego Międzynarodowego Naukowego Kongresu w Judo.

Oprócz tych prestiżowych zadań realizowano w Związku może mniej widoczne, ale nie mniej ważne, jak choćby doszkalanie trenerów czy dbanie o rozwój judo kobiecego, które, choć nie było jeszcze w programie igrzysk olimpijskich, stało się już potęgą w Europie. Również w resorcie mieliśmy wysokie notowania i zielone światło, zwłaszcza po Igrzyskach Olimpijskich w Seulu. Pamiętam, gdy Waldek Legień walczył w finale o złoto, Aleksander Kwaśniewski, wtedy jeszcze minister sportu, Janusz Pawluk, szef misji olimpijskiej, i ja staliśmy obok maty, wzajemnie się przekrzykując. Po zwycięstwie Waldka minister A. Kwaśniewski nie wytrzymał i wbiegł w butach na tatami, aby mu pogratulować. Wkrótce po igrzyskach w Seulu odbył się walny zjazd Związku i wybory prezesa. Nowym prezesem PZ Judo został były zawodnik, przedsiębiorca, Marek Pintara, który na Kongresie obiecywał „złote góry”. Nie zdążył zrealizować tych obietnic, być może dlatego, że jego kadencja trwała tylko dwa lata.
Zupełnie nie wiem, kiedy upłynęło mi te 50 lat. Ciągle jestem aktywny zawodowo i nadal w judo, chociaż pewien czas poświęciłem innym, całkiem odległym dziedzinom. Byłem współzałożycielem jednej z pierwszych w Polsce niepublicznych szkół wyższych, a także członkiem rady nadzorczej jednego z większych towarzystw ubezpieczeniowych na naszym i światowym rynku. Organizowałem międzynarodowe (polsko-brytyjskie) studia podyplomowe dla kadr menedżerskich. Nie bałem się trudnych wyzwań, odnosiłem w tej pracy sukcesy, ale zadawałem sobie pytanie: co ja właściwie tutaj robię? Przecież jestem judoką. Dlatego wróciłem. Czego nauczyło mnie judo? Może wytrwałości, kreatywności oraz wiary w siebie i drugiego człowieka, na pewno przekonania, że w życiu ważniejsze jest być kimś, niż mieć coś. Nie jestem sentymentalny, ale z prawdziwym wzruszeniem zbierałem wypowiedzi moich Kolegów. Natłok wspomnień. Nie przypuszczałem, że aż tak to mnie poruszy. Oni też, jak widzę, mocno to przeżywają. Nie wszystko zostało powiedziane do końca. Musimy się spotkać i pewne sprawy ponownie, jeszcze raz gruntownie przegadać. Przypomnieć je sobie. Każdy z nas widział rzeczywistość trochę inaczej. Dzisiaj patrzymy na te zdarzenia z innej już perspektywy, naznaczonej latami naszych doświadczeń i zdobytej mądrości życiowej.